web tracker

TA książka

inicjał - S
 

 

 

 

pośród wszystkich gatunków wróżbitów, najbliżsi mi są ci, co charakter człowieka potrafią odgadnąć, zaglądając do jego biblioteki. Zamiast z lotu ptaków lub wnętrzności ofiarnych zwierząt, czytają z książek: badają zagięte rogi i plamy z herbaty, zawiłe systemy, zgodnie z którymi książki ustawione są na półkach, sprawdzają, jakie lektury leżą na nocnym stoliku, mierzą warstwy kurzu na eleganckich obwolutach zdobiących paradne regały i powoli, powoli zdobywają potrzebną im wiedzę. Najbardziej doświadczeni spomiędzy książkowych augurów twierdzą, że to nie wszystko. Żeby dobrze poznać człowieka, trzeba dotrzeć do jego wewnętrznej półki z książkami, zapełnianej mozolnie przez całe życie. Na tej półce stoją książki obrócone w proch, zmiecione z powierzchni ziemi przez dziejowe katastrofy, zostawione w dawnych domach, do których wraca się chyba tylko we śnie, lub po prostu zwrócone w terminie do biblioteki. Stoi tam jedna z pierwszych, zasmarowana długopisem i podarta, i ta zgubiona w pociągu w drodze powrotnej z wakacji, te oddane mlodszemu rodzeństwu i pożyczone na wieczność przez kolegów z klasy. Może są jakieś niezawodne sposoby dotarcia do tej ukrytej półki - hipnoza, bicie w szamańskie bębny lub ścisły post w połączeniu z medytacją, ja stosuję metodę prostą i naiwną - zadaję pytanie: "Jaka była w dzieciństwie twoja ulubiona książka?" Tym pytaniem, jak kluczem, otwieram miejsca pełne wspomnień. Czasami jest łatwo. Książki stoją równo na półkach, jak w czytelni, i mają nawet coś w rodzaju kart, skąd wiadomo, jak często były czytane i kiedy po nie sięgano. Zwykle jednak trafiam na mroczne strychy, gdzie książki leżą stosami, jedne na drugich, a kurz i niepamięć pokrywają tytuły i nazwiska autorów. Nie jestem rozczarowana, kiedy dowiaduję się, że najukochańsze były Muminki, że znało się na pamięć "Kubusia Puchatka" i że do dziś, przynajmniej raz w roku, trzeba przeczytać "Anię z Zielonego Wzgórza". Jednak poszukuję czegoś innego. Szukam TEJ książki. TĘ książkę można znać na pamięć albo tylko mgliście przypominać sobie jakiś nastrój, scenę czy uczucie. Z TĄ książką można się nie rozstawać całe życie, lub przeciwnie, można utracić ją bardzo wcześnie i nigdy więcej nie trafić na jej ślad. Bez znaczenia czy jest to baśń, powieść czy tom wierszy, ważne jest wspólne dla wszystkich, którzy takową w życiu mieli, poczucie, że to właśnie TA książka. TE książki najczęściej nie należą do klasycznego kanonu lektur. Są wznawiane rzadko lub wcale. Spotkanie z nimi nie dane jest każdemu. Ale tego, kto kiedykolwiek miał TĘ książkę, rozpoznam na odległość. Niektórzy mówią o niej od razu, nie pytani, innych trzeba długo podchodzić i wabić cierpliwie, by ośmielili się wydusić z siebie jej tytuł. Na próżno mylą tropy, w ich oczach widać, że zostali naznaczeni. To dlatego, że TA książka coś nam zabiera. Spoglądając w przeszłość, dochodzimy do wniosku, że sporą część życia spędziliśmy w TEJ książce, oddaliśmy jej całe przestrzenie naszej wyobraźni i nie wiadomo już, czy to my na niej, czy ona na nas wyrosła. Mówię "my", bo ja też mam TĘ książkę.

Dostałam ją na gwiazdkę, kiedy miałam dwanaście lat i do dzisiaj pamiętam chwilę, kiedy przeczytałam pierwszy akapit: Zima trwała już od niepamiętnych czasów i można było się spodziewać, że potrwa jeszcze drugie tyle, zanim nastanie wiosna. Świat, jak okiem sięgnąć, był tylko szarym mrokiem albo czarną nocą, najpierw padał śnieg z deszczem, potem śnieg, potem jeszcze większy śnieg, aż w końcu chwycił mróz. Za miastem Tulavall morze stało skute po horyzont białym, gładkim lodem.(1) Prawdopodobnie w tym czasie chodziłam do szkoły, jadłam, wychodziłam na spacery z psem, oglądałam telewizję i czytałam jakieś inne książki - ale tu moje wspomnienia są mgliste i bez smaku. Za to wyraźnie pamiętam mroźne poranki, pończochy wciągane zziębniętymi rękami w migotliwym świetle ognia płonącego pod kuchnią, koślawe domy w dzielnicy zwanej Tanecznym Korowodem, noc spędzoną w samotnej chacie myśliwych na wyspie Harpar, zapach morza na wiosnę, lato na porośniętym tymiankiem wybrzeżu, tajemniczy dom Gripanderów i smak poziomek po południu na łące przed chatą starej Fii z Klockarbacken. TA książka nosi tytuł "Królowa Sola". Napisała ją fińska autorka pisząca po szwedzku, Irmelin Sandman Lilius, a wydała Nasza Księgarnia w 1984 roku. Kosztowała wówczas 250 złotych. To niemal wszystko, co mogę o niej napisać, a nawet te najbardziej skąpe, suche zdania, sprawiają, że czuję się jak ktoś, kto powiedział o sobie za dużo. Czytałam ją potem setki razy i nigdy mnie nie zawiodła. Myślę, że z wiekiem rozumiem ją coraz lepiej. A ona wie o mnie więcej niż niejeden bliski człowiek. Gdybym umiała, jak Lord Voldemort, podzielić duszę na kawałki i wcielić ją w magiczne przedmioty, TA książka z pewnością stałaby się jednym z horkruksów. W każdym razie to w nią należy celować, żeby mnie trafić.

konik.jpg

 Wypytuję bliskich mi ludzi o to, co czytali w dzieciństwie w nadziei, że napotkam ślady należących do nich TYCH książek. Niestrudzona tropicielka cudzych wzruszeń, chcę sama doświadczyć czyjegoś olśnienia. Nie daję za wygraną, szperam po blibliotekach, wypatruję oczy na internetowych aukcjach. Na mojej liście są "Wędrówki za zapachem śliwek" Aszkenazego, "Perri" Feliksa Saltena, "Mały pokój z książkami". Parę dni temu udało mi się zdobyć "Opowieść o Cebulku" Rodariego. O TEJ książce usłyszałam od kolegi, który czytał egzemplarz swojej mamy z lat pięćdziesiątych. Dla niej to także była TA książka. Przejęta, w pośpiechu rozrywałam opakowanie. Wydanie z 1954 roku z ilustracjami Mieczysława Piotrowskiego było z pewnością tym właściwym. Ale TA książka okazała się bajeczką z natrętnym rewolucyjnym przesłaniem. A teraz opowieść jest skończona. Wprawdzie są jeszcze na świecie inne zamki i inni łajdacy poza Cytrynkami, ale oni także, jeden po drugim, odejdą, a w ich ogrodach będą się bawiły dzieci. Niech tak się stanie.(2) - przeczytałam ostatnie słowa i poczułam rozczarowanie. To wszystko? Tylko tyle? Zaraz potem przypomniałam sobie, że wiele lat temu zobaczyłam "Królową Solę" na półce u mojej najbliższej przyjaciółki. Przez chwilę wahałam się, jakimi słowami opowiedzieć jej o mnie i o TEJ książce. W końcu zapytałam niby obojętnie: - Ty też ją masz? Podobała ci się? A ona powiedziała: - Wiesz, dostałam to od kogoś, ale nigdy nawet nie mogłam tego przeczytać do końca.

konik.jpg

 

Komentarze:

Zabierz głos!