web tracker

Maciej Wojtyszko

Od Abrahama do Puchatka

"A Jerzy był to tylko ślimak, ale sympatyczny."

A.A. Milne "Czterej przyjaciele"
przekład M. Rusinek

I. KTO WYNALAZŁ DZIECKO?

inicjał-M

 

usiała Europa dokonać wynalazku zwanego „dziecko”, by powstał klimat do napisania niektórych utworów.
Prawdopodobnie duże znaczenie miała praca J.J. Rousseau, który wprawdzie własne pociechy oddał do przytułku, bo przeszkadzały mu w pracy, ale jako myśliciel zwrócił uwagę na rolę dzieciństwa i nieodwracalności procesu wychowawczego – jeżeli nie nauczymy się czegoś w określonym wieku, zarówno w sferze emocjonalnej jak i intelektualnej, to niewielkie są szanse, by udało się to odrobić później.
Choć obecnie, gdy wychodzą miliony utworów o dzieciach i dla dzieci, gdy przemysł dostarczający zabawki jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się dziedzin produkcji, sformułowanie takie brzmi dziwnie, to dzieciństwo nie odgrywało, a w niektórych kulturach nie odgrywa do dziś jakiejś specjalnej roli i nie poświęca się mu specjalnej uwagi.
Bo czymże jest dzieciństwo?
Bardzo długim i bardzo różnorodnym okresem naszego życia, gdy miotają nami emocje, jesteśmy uzależnieni od rzeczywistości i otoczenia w sposób absurdalny i niewiele z tego wszystkiego rozumiemy.
Naturalnie potem jest już tylko znacznie gorzej, ale do tego raczej się nie przyznajemy, a nawet skłonni jesteśmy sądzić, że znaczne obszary naszych relacji ze światem możemy kontrolować.
W każdym razie do początku dziewiętnastego wieku traktowano dzieci jako niedokończony projekt człowieka dorosłego.
Najlepiej widać to w modzie – następcy i infantki na portretach od maleńkiego wbijani są w miniaturki kostiumów ludzi dorosłych.
Znawcy historii prawa twierdzą, że w starożytnym Rzymie ojciec do chwili swojej śmierci miał całkowitą swobodę rozporządzania losem potomstwa i, na przykład, siedemdziesięcioletni tatuś mógł kazać wychłostać, a nawet zabić, pięćdziesięcioletniego synka.
A kiedy już wreszcie, jakieś dwieście lat temu, dostrzegliśmy w dziecku człowieka, to tylko po to, by używać je do okrutnych celów ludzi dorosłych – bohaterscy skauci Baden Powella ginęli za Wielką Brytanię, Gavroche za Komunę Paryską, mały pisarczyk z Florencji był dobry, bo pracował za tatusia, a Pawka Morozow jeszcze lepszy, bo na tatusia donosił.
Społeczeństwa żyjące w zagrożeniu, w permanentnym lęku przed wrogiem, biedą, chorobą, miały i prawdopodobnie musiały mieć nieco inny stosunek do swoich następców.
A jednak, patrząc na owe zjawiska przez pryzmat współczesnej wrażliwości, trudno jest czasem nie przeżywać niechęci, irytacji, a zwłaszcza pewnego rodzaju odrazy estetycznej – Maks i Moryc za karę zostali zmieleni przez młynarza, krawiec ucinał dzieciom paluszki nożycami, nawet bohaterski Nemeczek konał z powodów wzruszających, choć mocno dyskusyjnych.

konik.jpg

 

II. KTO WYMYŚLIŁ NONSENS?



A. A. Milne, który osiemdziesiąt lat temu napisał „Kubusia Puchatka” ( w październiku 2006 minie rocznica ukazania się tego utworu), miał jednak prekursorów.
Niekoniecznie byli to autorzy książek dla dzieci lub o dzieciach, ale i o jednych i o drugich należy wspomnieć.
Sądzę, że do prekursorów Milne’a należy zaliczyć Edwarda Leara – twórcę limeryków,
L. C. Carrolla - autora „Alicji w krainie czarów”, W. M. Thackeray’a z „Pierścieniem i różą” oraz naturalnie Dickensa i Kiplinga.
Tak się składa, że autorzy ci w większości urodzili się w imperium brytyjskim i przynajmniej częścią swojego życia zawadzili o czasy królowej Wiktorii, ale nie tylko to ich łączyło.
Przede wszystkim łączyło ich podobne poczucie humoru.
Poczucie humoru ratuje Dickensa nawet wtedy, gdy bywa nieco czułostkowy, Kiplinga, gdy wyznaje wiarę w wyższość swego narodu nad resztą świata, Thackeray’a gdy moralizuje.
Leara i Carrolla nic nie musi ratować, bo obaj mają takie poczucie humoru, które trafia się rzadko i stanowi podstawę całego światopoglądu.
Takim poczuciem humoru mało kto może się w historii literatury wykazać i – jak to z humorem bywa – nawet trudno wyjaśnić, jaki rodzaj mechanizmu decyduje o zawrotnym powodzeniu „Alicji” lub niektórych limeryków.
By nie być gołosłownym, zacytuję limeryk, ale nie Leara tylko Szymborskiej, bo w przypadku poezji nawet najlepsze przekłady dają tylko cień tego, czym jest arcydzieło, a jeśli mam Czytelnika przekonać, konieczny jest przykład mistrzowski:
Tutaj spoczywa Krzysztof Przywsza,
A tuż przy Przywszy żona bywsza.
Jak widać z porównania dat,
Te zgony dzieli kilka lat –
Nieboszczka była dłużej żywsza.

Sądzę, że można by napisać doktorat w odpowiedzi na pytanie, ile warstw i odmian poczucia humoru mieści się w tym krótkim utworze.

konik.jpg

 

III. KTO WYMYŚLIŁ PUCHATKA?


Puchatka wymyślił syn nauczyciela.
Alan Alexander chodził do szkoły, którą prowadził jego ojciec i redagował tam szkolną gazetkę. Może ktoś uzna ten fakt za nieistotny, ale jednak dzieciństwo miał inne niż potomkowie J. J. Rousseau.
Później Alan Alexander studiował matematykę w Cambridge.

„Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”.
„Jest coś takiego – powiedział – co nazywa się dwa razy dwa. Krzyś próbował mnie kiedyś tego nauczyć, ale jakoś nie wyszło. A co nie wyszło? – spytał Królik.
A skąd nie wyszło? – spytał Prosiaczek.”
„Tam musi ktoś być, jeśli powiedział, że nie ma nikogo”.


Myślę, że matematyka bardzo się twórcy Kubusia Puchatka przydała.
Był również satyrykiem, twórcą sztuk teatralnych dla dorosłych i przez wiele lat redagował „Puncha”.
Satyra przybiera wiele różnych kształtów, ale nie da się ukryć, że samo podjęcie wysiłku, by spojrzeć na rzeczywistość z nieco odmiennej perspektywy, stanowi nieustanny wysiłek satyryków.
Czujność wobec wszelkich prawd objawionych, nieufność wobec każdego fundamentalizmu, krytyczne spojrzenie nawet na aksjomaty uznawane za niewątpliwe, ironia w odpowiedzi na nadmierny patos i nachalną dydaktykę.
Z kolei jako dramaturg Milne musiał doceniać rangę i siłę dobrego dialogu, bo kunszt dobrego dialogu był w tym czasie niezwykle ceniony a G. B. Shaw czy Oskar Wilde konstruowali znakomite, pełne wyrafinowanych paradoksów konwersacje, które do dziś zdobią księgi cytatów i zbiory anegdot.
A. A. Milne był też bliskim przyjacielem H. G. Wells’a.
Czy mogło to mieć znaczenie dla powstania „Kubusia Puchatka”?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo Czytelnik mógłby mylnie sądzić, że pomiędzy socjalistycznymi poglądami członków „Towarzystwa fabiańskiego” a poglądami Misia o Bardzo Małym Rozumku zachodzi jakiś bezpośredni związek, ale warto może podkreślić, że walka o prawa człowieka, o szacunek dla każdej jednostki, o uznanie osobowości innego była niezbywalną częścią programu członków tego towarzystwa.
I na koniec – A. A. Milne pisał wiersze dla swojego jedynaka i ofiarowywał je żonie, a to ona wysyłała je do magazynów literackich.
Wiersze te, które ostatnio wyszły w nowych doskonałych przekładach Michała Rusinka w dwóch zbiorach: „Kiedy byliśmy bardzo młodzi” i „Mam już sześć lat” były więc prezentami dla żony i dziecka.
Takie prezenty są na ogół próbą wyznania uczuć.

konik.jpg

 

IV. KIM BYŁ KRZYŚ?



Sądząc z ksiązki Christophera Milne’a „Poza światem Puchatka”, Krzyś nie miał lekko.
Co więcej – Krzyś współczuł swojemu ojcu, który, tworząc niezwykle udane i popularne utwory dla dzieci, stał się również ofiarą własnego sukcesu.
Cóż, ciekawość mediów, niewątpliwy podziw dla arcydzieła i nieustanne „szufladkowanie” twórczości mogły irytować ambitnego pisarza.
Z kolei biedny Krzyś rozumiał doskonale, że był czas, gdy on i ojciec razem stanowili wspólne „my”, ale on sam też chciał być kimś innym, niezależnym, odrębnym od legendy i mającym własne osiągnięcia.
Los biednego Krzysia trochę przypomina sytuację Ordona po przeżyciu reduty i powstaniu wiersza Mickiewicza, choć jego problem oczywiście jest po angielsku stonowany i wyrażony w sposób oględny i elegancki.

konik.jpg

 

V. CO TO ZNACZY DOBRY PRZEKŁAD?



Mam przed sobą dwujęzyczne wydanie „Kubusia Puchatka” i „Chatki Puchatka”.
Już na pierwszy rzut oka nie wszystko się zgadza.
Dlaczego „Hummed Hopefully” to „Mruczanka ku Pokrzepieniu Serc”?
A dlaczego „Winnie the Pooh.” To akurat „Kubuś Puchatek”?
Wielki sukces i miara talentu Ireny Tuwim polega jednak na tym, że, wbrew pozorom niełatwy do uchwycenia, język oryginału oddała znakomitymi środkami charakterystycznymi dla brzmień języka polskiego.
Zwłaszcza wiersze są tu tak znakomicie przetłumaczone, że zapewne całkiem niesłusznie i niesprawiedliwie już od wielu lat podejrzewam, że pani Irena konsultowała je z panem Julianem. Wiem, że moje podejrzenie jest bezpodstawne, natomiast przedstawiam je tutaj tylko dlatego, że przekład uważam za porównywalny z mistrzowskimi osiągnięciami Tuwima w tej dziedzinie.
Podobnie na najwyższe uznanie zasługują przekłady wierszy dokonane niedawno przez Michała Rusinka. Zachowując – na ile to możliwe – wierność wobec oryginału, znakomicie wykorzystują wyrafinowanie i urodę języka polskiego.
Są to utwory, które można czytać dzieciom, ale także poezje dla dorosłych mówiące o wrażliwości dzieci.

konik.jpg

 

VI. DLACZEGO KUBUŚ?



W roku 1926 ukazał się „Kubuś Puchatek”.
W roku 1956 zmarł jego autor, Alan Alexander Milne.
Od momentu ukazania się „Kubusia…” minęło więc aż, a może raczej tylko – osiemdziesiąt lat.
Twórczością Milne’a dla dzieci zachwycono się prawie natychmiast, a jego niewielkie wierszyki całkowicie przesłoniły sztuki teatralne i powieści, które pisał dla dorosłych.
Dlaczego?
Dlaczego „Kubuś…” zrobił tak zawrotną karierę, dlaczego pisze się o Tao Kubusia Puchatka, fizyce Kubusia Puchatka, filozofii Kubusia Puchatka… itp.? Mam swoją prywatną teorię na ten temat. Otóż Milne dokonał rewolucji. Wszyscy ojcowie chcieli swoich synów wychowywać, a on swojego chciał po prostu kochać. I nagle okazało się, że niekoniecznie trzeba kończyć każdy wierszyk morałem, jak to robił pan Jachowicz, a co więcej – że bardzo wielu ojców ma ochotę kochać swoje dzieci bezwarunkowo, tylko dotąd po prostu się tego wstydzili. Tak jak ich przodkowie za czasów biblijnego Abrahama.
Bo Abraham także dokonał rewolucji, ofiarowując baranka zamiast Izaaka.
Dokonał jej dlatego, że uważnie słuchał głosu Boga czyli Miłości.
Sądzę, że w ten sam głos wsłuchiwał się Alan Alexander Milne, lekceważąc sztywne, odziedziczone po czasach Królowej Wiktorii poglądy, według których zadaniem ojca jest wdrażać, dyscyplinować, uczyć posłuszeństwa, słowem – tresować własne dziecko.
A on po prostu chciał wziąć swoje dziecko za rękę i iść z nim na spacer do Stumilowego Lasu.
I rozmawiać o błahostkach, i przyznać, że ojcowie również, a może nawet częściej bywają bezradni, przestraszeni, zagubieni i że wiedzą o życiu niewiele więcej niż Miś o Bardzo Małym Rozumku.
Dlatego brytyjski autor stał się Autorem i nie jest to Zdumiewający Przypadek ale Zasłużona Nagroda.

Artykuł opublikowany w "Dzienniku"

 

konik.jpg